facebook  youtube
Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Kobylnikach - Oficjalna strona

Algida

Ma na imię Laura i krzywy zgryz nie wadzi jej urokowi osobistemu, którego niewątpliwą ozdobą w oczach wielbicieli jej rzekomego talentu jest biust w rozmiarze 75 GG. Szemrana reputacja Laury przywlokła się za nią z gimnazjum. „Pani profesor, ona leżała pijana całą noc na klatce pod swoimi drzwiami, kto chciał to ją miał, pani nie wie, dlaczego mówią na nią Algida?” – donoszą rozentuzjazmowane nastolatki jakby opowiadały o gazetowej celebrytce, w dodatku udają zgorszenie, chcąc zatuszować dziką satysfakcję. Dedukcja na temat genezy przezwiska Laury zajęła mi nieco czasu. O tym, że Laura nie godzi się na takowe miano miałam dowiedzieć się chwilę później.

 

Już we wrześniu pobiła się z koleżanką. Porażający widok targających się za włosy dziewcząt dla większości szkolnej młodzieży był tylko rozrywką rodem ze starożytnego Rzymu. Oto młodzi mają chleba pod dostatkiem, brak im igrzysk. Rozdzielone przez wuefistów jeszcze długo dyszały jak wściekłe lwice.

Pod obecność rodziców i wychowawcy dziewczyny podały sobie ręce na znak wymuszonej zgody i obiecały rozwiązywać konflikty w drodze dialogu.

„Walczyła o swoją godność, dobre imię… może nie jest aż tak źle. Przecież rodzice na pewno szukali jej tamtej nocy, gdy podobno leżała na klatce. Test diagnozujący napisała najlepiej w klasie” – pomyślałam. Wbrew ostrzeżeniom dyrektora i koleżanek postanowiłam wejść z butami prosto do intymnego życia uczennicy. – Wiesz Laura, czasem ludzie z niewiadomych powodów przyklejają człowiekowi gębę na wzór własnych wyobrażeń, żeby poczuć się lepszymi – słuchała z przychylnym zdumieniem. – Chcesz być szanowaną, lubianą dziewczyną, prawda? Mieć chłopaka, który będzie cię bronił? – Tak – skinęła głową z oczami nabrzmiałymi od łez. – Ja nie chcę być taka, jak o mnie mówią. Ja lubię rysować, układać kwiaty, ale ci wszyscy chłopcy nie chcą oglądać moich rysunków, chcą mnie tylko dotykać – wyrzuciła jednym tchem. – Masz zaledwie 15 lat, czyli bardzo dużo czasu na to, by znaleźć chłopca, który zwróci uwagę na twoje rysunki i ile one dla ciebie znaczą – cedziłam na ślepo z ufnością, że cokolwiek z mych słów trafi do adresatki, która patrzyła na mnie, jakby treść wypowiedzi usłyszała pierwszy raz w życiu. – Dziękuję – wyszeptała ze skruchą.

Jakiś czas później Laura chodziła już z synem dość zamożnych przedsiębiorców – Pani profesor, a Jakub kupił Laurze łańcuszek, z serduszkiem – orzekły triumfalnie klasowe przekupki. – To miły dowód sympatii – odparłam. – Ale pani profesor, pani nie rozumie, jej się ten łańcuszek nie podobał, bo na drugi dzień zaczęła chodzić z Mateuszem, on jest najbogatszy w klasie, kupił jej skórzane kozaki. Teraz już nie powinni na nią wołać Algida tylko ta, jak jej tam… Galerianka – prychały złośliwie i porażająco dziewczęta, a ja udawałam, że wcale nie jestem zmieszana, po czym przeszłam do zwykłego toku zajęć. – Dziś na podstawie treści książki Erica Emmanuela Schmitta „Oskar i pani Róża” postaramy się ustalić jak żyć, by godnie umrzeć…

Hmmm… gawiedź, a jednak nie zdołała wyjrzeć nad mędrca szkiełko i oko.